Menu:
Strona Główna
O nas
Władze Klubu
Członkostwo w AKTK
Relacje z imprez
Galerie zdjęć
O nas w mediach
Kontakt


Logo 15-lecie klubu




Zimowa Wyprawa w Tatry - 13-14 grudnia 2003r.

Wszystko zaczęło się w nocy dnia 13 grudnia o godzinie 1:40. O tej porze postanowiliśmy spotkać się z uczestnikami wyprawy w Tatry przed Politechniką w Kielcach. Punktualnie o tej porze w pełnym ekwipunku wymaszerowaliśmy w stronę dworca kolejowego. Pociąg do Zakopanego odjeżdżał o godzinie 2:28, więc mieliśmy sporo czasu na dojście. Na PKP byliśmy dużo wcześniej przed odjazdem pociągu. Gawędziliśmy prawie pół godziny w oczekiwaniu na pozostałe osoby, które miały zjawić się bezpośrednio na dworcu. Pociąg podjechał i rzuciliśmy się do drzwi aby zająć jakiś przedział. Zgodnie z naszymi obawami w pociągu nie było żadnego całkowicie wolnego przedziału dla nas, więc zapakowaliśmy się do dwóch sąsiednich. Przez pierwszą godzinę obserwowaliśmy panią zajmującą 4 miejsca siedzące, która udawała iż śpi - tylko po to, aby nikt obok niej nie usiadł. Jej kontrolne uchylanie powiek w celu ocenienia sytuacji, rozbawiało Nas wszystkich. W Krakowie dosiadła się ostatnia osoba, którą mieliśmy zabrać. Większość drogi do Zakopanego przespaliśmy (o 5-tej kolega Osama poszedł się wysikać). Po 8-ej byliśmy na miejscu tzn. w stolicy Tatr. Szybciutko na busa, zapakowaliśmy się do samochodu i dojechaliśmy do Doliny Białego (za busa zapłaciliśmy 20zł). Na szlak wyszliśmy o 9-tej.No i się zaczęło...

Pogoda piękna! Słońce, mały mrozik, brak wiatru - na szczęście pesymistyczne prognozy pani chmurki (pogodynki) się nie sprawdzały! Ruszyliśmy niezwłocznie żółtym szlakiem biegnącym Doliną Białego aby dojść do Ścieżki Nad Reglami. Około 10:30 dotarliśmy do Czerwonej Przełęczy. Padł wspaniały pomysł - wejść na Sarnią Skałę. Ta koncepcja cieszyła się uznaniem, więc w niecałe 10 minut znaleźliśmy się na górze. Widoki nieziemskie! Bardzo dobra widoczność. Zakopane przed nami, Giewont za nami, a Babia Góra na wyciągnięcie ręki. Zejście nie było takie proste jak wejście. Mocno oblodzony szlak (przecież mieliśmy połowę grudnia) zmusił nas do niewielkich "dupozjazdów". Nikomu nic złego nie mogło się stać, wiec spokojnie wróciliśmy do Czerwonej Przełęczy a stamtąd ruszyliśmy na zachód. O 11:30 byliśmy już na Polanie Strążyskiej. Siedliśmy na ławeczkach i z Giewontem w tle zrobiliśmy sobie krótki piknik (czyt. zjedliśmy śniadanie popijając herbatką z termosu). Dla podwyższenia poziomu cukru we krwi spałaszowaliśmy kilka czekolad i ruszyliśmy dalej. Dolina Małej Łąki przywitała nas przepięknymi widokami. Obowiązkowo zrobiliśmy sobie 5 minutowy "plener" i zrobiliśmy parę fotek. Następnie ruszyliśmy w kierunku Cudakowej Polany w Dolinie Kościeliskiej, mijając po drodze Przysłop Miętusi. W dolinie spotkaliśmy wiele turystów wracających z gór do Zakopanego. Po przywitaniu ich symbolicznym "Cześć" zaczęliśmy przemierzać ostatni fragment Ścieżki nad Reglami wiodący do Doliny Chochołowkiej. Zmęczeni, co chwila spoglądaliśmy na zegarek, gdyż pora była już późna, zimowy dzień bardzo krótki, a drogi jeszcze trochę zostało. Chcieliśmy przyspieszyć tempo, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Zmęczenie coraz bardziej dawało o sobie znać. Robiliśmy postoje na każdej polance, aby zjeść czekoladę, która miała nam dostarczyć sporo energii. Niestety krótkie odpoczynki nie spełniały naszych oczekiwań. Całodniowe zmęczenie nie sposób było usunąć tabliczką czekolady. Robiło się coraz ciemniej i zimniej. Gdy minęliśmy szałas (o którym było niestety dość głośno w sierpniu 2003) na Polanie Jamy, uspokoiliśmy się troszkę, gdyż zdaliśmy sobie sprawę, że do drogi w Dolinie Chochołowkiej już nie daleko. Po "kilku" minutach udało nam się dotrzeć do zielonego szlaku - kamiennej, ubitej drogi biegnącej do schroniska - nie wyciągając latarek z plecaków. Po przejściu kilkuset metrów było już całkowicie ciemno. Nie przyszło nam oglądać pięknych widoków dolinki. A nawet nikt o tym nie myślał, gdyż nie mieliśmy siły patrzeć. W drodze do schroniska zaczął padać śnieg. Odważnie brnęliśmy w kierunku schroniska nie widząc nic, poza najbliższymi pięcioma metrami drogi oświetlanej przez nasze latarki. Po godzinie 17-tej doszliśmy do "mety". Cóż to była za nieopisana radość!

W schronisku jak na tą porę roku - norma, czyli pusto! Wiec my naszą małą 9-cio osobową grupką tchnęliśmy troszkę życia w ten bądź co bądź nie mały domek w Tatrach. No i doczekał się wrzątek na turystów. A jak smakowała herbatka, nie da się opisać! Kielecka ekipa grzecznie się zakwaterowała w pokoju. Na warunki nie było co narzekać, światło było, woda pod prysznicem była (dodajmy ciepła). Potem szybki wypadzik do jadalni na Grzańca Galicyjskiego i o godzinie 19-tej z naszego pokoju słychać było tylko - chrapanie. Wszyscy spali jak zabici - nikt nie poczekał na dobranockę!

Co prawda, to prawda za dnia pogoda dopisała i wszędzie gdzie się nie patrzyło widoczki jak tralala. No cóż, co dobre szybko się kończy.

Drugiego dnia obudził nas padający deszcz obijający się o szyby w oknach. Ktoś szalony wyskoczył przed ósmą na Iwaniacką przełęcz, a my powoli zwlekliśmy się z łóżek, zjedliśmy śniadanie, uzupełniliśmy płyny i ruszyliśmy w kierunku Siwej Polany, skąd planowaliśmy wrócić do Zakopanego. W drodze na polankę spotkaliśmy naszego "obłąkanego" turystę, wracającego z przełęczy. Wyprawa wyglądała już jak spacer kuracjuszów po buskim parku tzn. spokojne zejście do Siwej Polany. Ciągle padało, pogoda nie dopisała w przeciwieństwie do naszych humorów. Cała ekipa zadowolona realizowała "plan dnia" - dostać się do Zakopanego tam poczynić niezbędne zakupy na Krupówkach i w drogę do domku. Z dostaniem się z Siwej Polany do Zakopca nie było problemu. Daliśmy zarobić kierowcy autobusu, który przywiózł wycieczkę szkolną do dolinki (kosztowało nas to 5zł od łebka). Również bezproblemowo przebiegła droga do Krakowa a dalej do Kielc.

No cóż, Ci co nie byli niech żałują, a Ci co byli, niech szykują się na następną wyprawę.


Powrót




Opiekun strony: Konrad Sarnecki, Dominik Kwiatkowski
© 2016 Akademicki Klub Turystyki Kwalifikowanej PTTK "Sabat"

Tło: Widok z platformy widokowej na Œwiętym Krzyżu (Wojciech Kurtek, 23.01.2016)